dlaczego rata spada
zanim Rada Polityki Pieniężnej ogłosi decyzję?
Wyjaśnia nasz ekspert: Małgorzata Kulikowska
Polscy kredytobiorcy od lat żyją w rytmie decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Każda obniżka lub podwyżka stóp procentowych przekłada się bezpośrednio na wysokość rat kredytów hipotecznych. To naturalny mechanizm, który wiąże się z faktem, że oprocentowanie zmienne w Polsce wciąż dominuje nad stałym. Co ciekawe – w wielu krajach zachodnich kredyty oparte o stałe stopy to norma, natomiast w Polsce dopiero od niedawna cieszą się one zainteresowaniem. Dlatego każdy ruch NBP budzi ogromne emocje wśród gospodarstw domowych. Jeszcze większe zdziwienie wywołuje fakt, że raty często reagują, zanim RPP ogłosi jakąkolwiek decyzję. To efekt specyfiki WIBOR – wskaźnika, który nie patrzy w przeszłość, lecz prognozuje przyszłość.
WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate) to stopa procentowa, po jakiej banki w Polsce są gotowe pożyczać sobie nawzajem pieniądze. Brzmi prosto, ale w praktyce mechanizm ustalania jest bardziej złożony. Warto zrozumieć, że WIBOR nie jest średnią z rzeczywiście zawartych transakcji – w wielu dniach takie transakcje w ogóle nie mają miejsca. Zamiast tego opiera się on na kwotowaniach banków, które zgłaszają stawki, po jakich byłyby skłonne zawierać transakcje. To rodzi pytania o transparentność, ale jednocześnie sprawia, że wskaźnik ten odzwierciedla przede wszystkim oczekiwania rynkowe na przyszłość.
NBP w swoich publikacjach podkreśla, że WIBOR to wskaźnik typu forward-looking, czyli patrzący w przyszłość. Banki, które uczestniczą w jego ustalaniu, analizują dane makroekonomiczne, komunikaty z posiedzeń RPP, prognozy inflacyjne i sytuację na globalnych rynkach. Dlatego WIBOR to nie tylko fotografia bieżącej sytuacji, ale też projekcja tego, co dopiero może nastąpić.
Artykuł „Rzeczpospolitej” dobrze pokazuje paradoks: kredytobiorca cieszy się niższą ratą jeszcze zanim Rada Polityki Pieniężnej zdąży obniżyć stopy procentowe. Skąd ten efekt? To tzw. sprzężenie zwrotne między rynkiem a polityką monetarną. Rynek finansowy działa bowiem w oparciu o prognozy i oczekiwania. Jeżeli ekonomiści oraz analitycy banków komercyjnych przewidują, że NBP podejmie określone działania, zaczynają one być dyskontowane w wycenach jeszcze przed formalnym ogłoszeniem decyzji.
Dzieje się tak dlatego, że banki zarabiają i tracą na różnicach w oprocentowaniu. Jeżeli ktoś odpowiednio wcześnie przewidzi ruchy NBP, może na tym zyskać. Dlatego instytucje finansowe z wyprzedzeniem reagują na sygnały płynące z rynku. Efektem ubocznym, ale korzystnym dla kredytobiorców, jest to, że oprocentowanie kredytów spada wcześniej. Ale uwaga – to miecz obosieczny. Jeśli rynek błędnie oceni kierunek polityki monetarnej, WIBOR może pójść w górę mimo tego, że RPP faktycznie obniży stopy. Kredytobiorcy muszą więc rozumieć, że WIBOR to nie zawsze doskonałe odzwierciedlenie realnych decyzji, lecz raczej ich rynkowa prognoza.
Przez wiele lat WIBOR był niekwestionowanym fundamentem polskiego rynku kredytowego. Jednak kryzys finansowy z 2008 roku, a później skandal wokół manipulacji stawkami LIBOR i EURIBOR w Europie, spowodowały, że regulatorzy w całej Unii Europejskiej przyjrzeli się dokładniej krajowym wskaźnikom. Efektem była reforma benchmarków, czyli wskaźników referencyjnych stosowanych do ustalania oprocentowania kredytów i instrumentów finansowych.
Nie można pominąć kontekstu prawnego. W ostatnich latach obserwujemy wzrost liczby pozwów, w których klienci starają się podważyć ważność umów opartych o WIBOR. Argumenty skupiają się wokół tego, że wskaźnik jest nieprzejrzysty i że klienci nie byli wystarczająco informowani o ryzyku zmienności. Prawnicy podkreślają, że sytuacja może w pewnym stopniu przypominać sprawy frankowe, choć kontekst jest inny.
Z drugiej strony Komisja Nadzoru Finansowego wielokrotnie podkreślała, że WIBOR spełnia wymogi rozporządzenia BMR (Benchmark Regulation) i jest zgodny z prawem unijnym. To pokazuje, że sytuacja jest złożona i nie ma jednoznacznej odpowiedzi – sprawy będą rozstrzygane indywidualnie.
Dla przeciętnego kredytobiorcy najważniejsze jest to, jak zmienia się rata kredytu. WIBOR, reagując z wyprzedzeniem, może sprawić, że ulga przychodzi szybciej niż oficjalna decyzja RPP. Jednak nie zawsze jest to dobra wiadomość. Rynek może się pomylić, a wtedy klienci mogą zapłacić więcej. Dlatego ważne jest, aby nie patrzeć na WIBOR jak na pewnik, lecz raczej jak na prognozę pogody – zazwyczaj trafną, ale podatną na błędy.
Załóżmy, że pan Jan ma kredyt hipoteczny w wysokości 400 tys. zł, oprocentowany według WIBOR 3M. W sierpniu rynek zaczyna wyceniać, że we wrześniu RPP obniży stopy o 0,25 pkt proc. WIBOR 3M spada więc z 6,0% do 5,5%. Rata pana Jana maleje o około 300 zł miesięcznie – jeszcze zanim zapadła decyzja. Jeśli jednak RPP niespodziewanie nie obniży stóp, WIBOR może szybko odbić w górę, a rata ponownie wzrośnie. To pokazuje, że WIBOR żyje własnym życiem, choć w dużym stopniu zależy od działań i komunikatów NBP.
Podsumowując – WIBOR jest wskaźnikiem, który wyprzedza decyzje banku centralnego, bo odzwierciedla oczekiwania rynku. To zjawisko działa na korzyść kredytobiorców, gdy spodziewane są obniżki, ale może być niekorzystne w razie błędnych prognoz.
Z prawnego punktu widzenia, WIBOR pozostaje zgodny z unijnym prawem, choć nie można wykluczyć, że sądy w indywidualnych sprawach wydadzą orzeczenia niekorzystne dla banków. Dla kredytobiorców oznacza to konieczność świadomego podejścia i analizy nie tylko stóp NBP, ale też rynkowych prognoz.
„Kredytobiorcy powinni rozumieć, że WIBOR nie jest prostym odzwierciedleniem stóp NBP, lecz prognozą rynku. Dlatego warto analizować nie tylko decyzje RPP, ale też sygnały makroekonomiczne i komunikaty banku centralnego. Przy planowaniu kredytu hipotecznego dobrze jest uwzględnić tę dynamikę i korzystać z doradztwa, które pozwala ocenić ryzyko i korzyści w dłuższym horyzoncie.” — Ekspert Experfino